wtorek, 29 grudnia 2015

Włosowe podsumowanie - rok 2015.

16 komentarzy:
Muszę przyznać, że ten wpis jest dla mnie dosyć trudny. Moje włosomaniactwo trwa już 1,5roku. Dla jednych jest to dużo, dla innych mało.. Moim zdaniem po takim czasie powinno być widać efekty. Tym bardziej, że odrzuciłam codziennie prostowanie, często podcinałam końcówki, raz nawet ścięłam 15/20cm włosów, olejowałam, nakładałam maski, odżywki.. I w tym momencie właśnie stawiam sobie pytanie - po co to wszystko robiłam? Ale zacznijmy od początku roku - styczeń.


Zdjęcie robione dokładnie 14 stycznia. Właśnie wtedy ostatni raz sięgnęłam po farbe do włosów, co chyba zresztą widać, kolor do dziś mi się mega podoba. Jak wyglądały wtedy moje włosy? Były długie, mogę rzec nawet, że bardzo długie. Końcówki delikatnie przerzedzone, ale całosć ogólnie prezentowała się dobrze. Moja pielęgnacja polegała wtedy na tym, że olejowanie i nakładanie maski odbywało się raz w tygodniu. Natomiast codziennie - mycie włosów, nakładanie odżywki i serum na końcówki. 

Co wydarzyło się przez ten rok?
* Zapoznałam się z naturalnymi olejami. Dopiero wtedy zobaczyłam jakie olejowanie może dawać efekty.
* Częstsze olejowanie - 2,3,4x w tygodniu. Czasami nawet codziennie.
* Zapoznanie się z naturalnymi, rosyjskimi kosmetykami.
* Ścięcie bardzo dużej ilości włosów, było to około 15/20cm. Myślałam, że gdy tyle zetnę, to koncówki nie będą się tak bardzo przerzedzać,bo zniszczeń będzie mniej.
* Październik/listopad - nadmierne wypadanie włosów, którego nie mogłam zatrzymać.

Byłam dziś u fryzjera podciąć końce i włosy wyglądają tak:


Co mogę powiedzieć, napisać? Efekty chyba widać gołym okiem. Jest gorzej, dużo gorzej. Po pierwsze - włosy dużo krótsze, a jednak nie bardziej zdrowe. Mimo, że dbałam jak najbardziej się dało. Ścięłam bardzo dużą ilość włosów. Przestałam farbować. Olejowałam częściej. Nie stylizowałam ich ani razu. Efekt mnie przeraził. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Dlaczego mimo dbania, "cackania" się z nimi - jest tylko gorzej. Końcówki się przerzedzają i chyba już zawsze przerzedzać będą. Jedyne co się zmieniło to długość, bo przecież je ścinałam, ale, żeby chociaż troche zdrowsze były.. A w życiu.

Nie wiem czy mam dalej w to brnąć. Nie wiem, czy jest sens. Niby 1,5roku to jest mało, inni czekają dużo więcej aby mieć swoje wymarzone włosy. Jednak tak, jak wspomniałam - efekt JAKIKOLWIEK powinien być zauważalny. U mnie jest zauważalny - ale tylko na minus. Cóż, mam ochotę odpuścić i zacząć prostować. Jak prostowałam, to chociaż się błyszczały i były wygładzone. Podsumowując.. Czy jestem zadowolona z efektów? Zdecydowanie NIE.

środa, 23 grudnia 2015

Ulubieńcy kosmetyczni roku 2015.

12 komentarzy:
Zbliża się koniec roku.. Czy tylko mi on zleciał tak szybko? :) Sylwestra 2014 pamiętam, jakby to było wczoraj.. Dziś nadszedł czas na kosmetyczne podsumowanie 2015 roku. Na wstępie powiem, że niestety, nie zostawiłam sobie wszystkich opakowań po  moich ulubieńcach, więc kilka zdjęć skradnę z neta i podam źródło. :) Dodam też,że podsumowanie włosowe, zdjęcie z początku i końca roku też się pojawi. Jednak, 29 grudnia idę do fryzjera, więc dopiero od tego momentu możecie oczekiwać notki. A teraz już przejdę do sedna dzisiejszego wpisu.



1. Kallos Blueberry.

Ta maska musiała się tu znaleźć i to na pierwszym miejscu! :) Najlepsza maska jaką miałam kiedykolwiek. Zawsze gdy chciałam, żeby moje włosy wyglądały dobrze, używałam właśnie jej. Idealnie dociążała, dodawała blasku, włosy były gładkie, miękkie, zawsze wyglądały świetnie. Nieważne jakiego szamponu, czy odżywki użyłam, nigdy ten produkt mnie nie zawiódł. Litrowe opakowanie starczyło mi na około 8 miesięcy używania, o ile dobrze pamiętam. Jednak muszę dodać, że nie każdy Kallos działa na mnie dobrze. Póki co, najgorzej sprawdziły się Latte i Banana. 
Żródło: allegro.pl

2. L’Oreal, krem Skin Perfection.
Właśnie dotarło do mnie, że w dzisiejszym wpisie będę się cały czas zachwycać :D Krem - cudo. Zawsze miałam problem z suchością twarzy po noszeniu podkładu (i nadal mam, bo zmieniłam krem na inny, niepotrzebnie..). Odkąd używałam tego kremu - nigdy tego problemu nie miałam. Nie dość, że od razu po nałożeniu produktu twarz wygladała na bardziej promienną, to jego działanie, ah. Krem nawilżał, dawał takie uczucie ulgi na buzi. Miał przyjemną konstystencję. Pojemniczek 50ml, starczył mi na 5 mieś używania, a nie żałowałam sobie go. Stosowałam go pod makijaż, szybko się wchłaniał, buzia byla gładsza. Nie wiem jak to określić, ale nie po każdym kremie skóra chwile po nałożeniu wygląda lepiej :D Po tym akurat właśnie tak było! Miałam jeszcze serum z tej serii i mimo, że dużo osób je zachwala - u mnie bez rewelacji. Jednak do kremu wrócę na pewno, uwielbiam go.
Źródło: ofeminin.pl

3. Max Factor, tusz do rzęs 2000 calorie. 
Ja na moje rzęsy nie narzekam. Może nie są jakoś mega długie, ale nie mam z nimi większych problemów. Ten tusz idealnie je podkreślał. Pogrubiał, ale nie dawał efektu "trzech rzęs". Wydłużał i podkręcał, miałam rzęsy prawie aż pod brwi. Nie zgęstniał zbyt szybko, jak niektóre tusze już po miesiącu stosowania. Miał idealnie czarny kolor. Oko było podkreślone, ale nie jakoś bardzo przesadnie. Cena też nie jest wygórowana. Polecam!
Żródło: honeypotcosmetics.com

4. Olejek z drzewa herbacianego.
Gdy zdecydowałam się na zakończenie kuracji dermatologicznej, szukałam produktu, który zajmie się moimi nie-przyjaciółmi. Olejek nakładałam punktowo, lub jak widziałam dużo takich malutkich krostek, dodawałam kilka kropelek do kremu. Bardzo szybko radził sobie z nieprzyjemnymi niespodziankami. Mógł lekko wysuszać, no ale dzięki temu, krostki szybciej znikały. To od tego olejku rozpoczęła się moja przygoda z innymi olejkami eterycznymi. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich pielęgnacji mojej buzi. Aktualnie posiadam dwa - lawendowy i jałowcowy, ale po nowym roku szykuje się większe zamówienie olejków. :D

5. Biolaven, żel myjący.
Najdelikatniejszy żel z najlepszym składem, jaki kiedykolwiek miałam. Mycie nim buzi, to sama przyjemność. :) Do tego jeszcze cudowny zapach, który umila tą czynność. Dokładnie mył buzie, doczyszczał z wszelkich zanieczyszczeń, a przy tym nie przesuszał, nie było uczucia ściągnięcia. Był mega delikatny, nigdy nic mnie nie szczypało, nie piekło - nawet w oczy. Starczył mi na jakieś 4/5 miesięcy codziennego mycia. Lekko się pienił, był niezwykle przyjemny. Aż teraz jak o nim myślę, to załuję, że nie mam go przy sobie, bo poleciałabym do łazienki umyć buzię haha :D Polecam!

I tak przedstawia się moja ulubiona piątka. :) Do której na pewno wrócę i sięgnę po te produkty jeszcze nie raz! Zastanawiałam się, czy dodawać tu produkty, które odkryłam pod koniec roku, listopad/grudzień, ale odpuściłam. Jeśli będą się tak dobrze sprawdzać jak do tej pory, to może pojawią się w ulubieńcach 2016, kto wie. :D

Jeżeli pisałyście może o swoich ulubieńcach, zostawcie link do notki w komentarzu, chętnie poczytam. :)

sobota, 19 grudnia 2015

L'biotica, Biovax A+E, serum wzmacniające do włosów.

4 komentarze:
Na produkt, o którym będzie dzisiaj mowa czailam się długi czas. Jednak w mojej aptece cena była mocno wygórowana i chyba wzięli ją z kosmosu. Podczas zakupów na jednej ze stron internetowych zobaczyłam kosmetyk w promocji za niecałe 10zł, od razu wylądował w moim wirtualnym koszyku :) Zapraszam na recenzję serum wzmacniającego Biovax A+E.


Opis producenta:

Skład:

Zapach:
Nie pachnie niczym szczególnym, raczej jest to chemiczny zapach. Mi się średnio podoba. 

Opakowanie:
Smukła, malutka buteleczka z pompką, która ciągle się przewraca :(! Nie umie ustać na miejscu, zawsze gdy na nią zerknę to jest przewrócona. Przez to, przez zrobieniem zdjęć, musiałam czyścić całe opakowanie, bo było całe oblepione w serum.

Cena:
Waha się od 10zł, do aż 25zł (u mnie w aptece).

Dostępność:
Apteki, Drogeria Natura.

Moja opinia:
Po naciśnięciu pompki naszym oczom ukazuje się przezroczysty i dość rzadki olejek. Nie jest on jakiś bardzo tłusty,co mi akurat odpowiada. Ja do pokrycia moich końcówek używam dwóch pompek. Resztkę produktu rozprowadzam po całych włosach. Serum bardzo fajnie mi się sprawdziło! :) Dobrze zabezpiecza końcówki przed zniszczeniami. Zauważyłam, że odkąd go używam, mam mniej "białych kropek" i rozdwojonych koncówek. Serum dociąża włosy, ogarnia je, dyscyplinuje. Czuć, że są bardziej miękkie i gładkie. Nawet delikatnie dodaje im blasku. Mam wrażenie, że włosy wyglądają na zdrowsze. Może to dlatego, że wygładza rozchylone łuski. Produkt nigdy nie spowodował, że włosy były tłuste, czy obciążone, co często zdarzało mi się przy innych tego typu produktach. Łatwiej jest je rozczesać, nie trzeba szarpać końcówek. Zapach raczej nie utrzymuje się na włosach, może jedynie chwilkę po nałożeniu go czuć. Dodatkowo, produkt jest wydajny, biorąc pod uwagę to, że jakąś część mi się wylała i to, że od sierpnia chyba używam go co 2 dzień, na zmianę z innym serum. Tylko jeden zarzut mam - właśnie te niestabilne opakowanie. Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy może trafiła mi się jakaś felerna buteleczka. Chcę jeszcze przetestować Jedwab z tej firmy, chociaż słyszałam, że jest słabszy. Jednak ja lubię porównywać produkty i z czystej ciekawości w przyszłości sobie go kupię :D A Serum Biovax A+E, jak najbardziej polecam, mi się super sprawdziło.

środa, 16 grudnia 2015

BeBeauty, Hydrate, nawilżający żel micelarny.

5 komentarzy:
Dziś przychodzę tutaj z recenzją Biedronkowego hitu. Rzadko wracam do produktów, do oczyszczania twarzy, raczej wolę testować nowości. Tym razem bylo inaczej! Ta tutbka znajduje się u mnie po raz drugi i na pewno trafi w moje lapki jeszcze nie raz. :) Mowa tutaj o żelu micelarnym marki BeBeauty.


Opis producenta:

Skład:

Zapach:
Bardzo przyjemny, świeży. Umila mycie buźki. :)

Opakowanie:
Miękka tubka z otworem zamykanym na klips. Jak mam mokre łapki to ciężko mi ją otworzyć, dlatego zawsze otwieram przed zamoczeniem dłoni w wodzie.

Konsystencja:
Gęsty, przezroczysty żel.

Cena:
4,99zl.

Dostępność:
Biedronka.

Moja opinia:
Żelu używam, jako drugi krok przy zmywaniu makijażu, lub rano - do odświeżenia buzi. I w obu opcjach spisuje się świetnie! Nakladam na dlon niewielką ilość produktu, gdzieś 2x tyle, ile na zdjęciu wyżej. Rozmasowuje w dłoniach i nakladam na twarz. Produkt nie pieni się, ale nie przeszkadza mi to. Czuć go pod palcami, więc nie czuje sie,jakby mazialo się jedynie wodą po twarzy. Buzię jak zawsze myję ok. 2 min, niezależenie od tego czy jest to produkt mocno oczyszczający, czy mniej. Po prostu trzeba dać mu zadzialac i pozwolić dokladnie oczyścić twarz. Nie omijam okolic oczu, nic mnie nie szczypie, nie piecze, tak samo jest z jakimiś malymi rankami. Zmycie tego produktu to pryszcz, dwa, trzy ruchy i produktu nie ma. Żel doskonale oczyszcza twarz z makijażu i odświeża! Nie czuć ściągniecia, wysuszenia. Skóra jest oczyszczona, niepodrażniona i gładka. Mam wrażenie, że ją uspokaja i daje odetchnąć po noszeniu makijażu. Dodatkowo, zapach, który przypadl mi do gustu, umila mi użytkowanie. Jakoś tak mnie uspokaja :D Muszę wspomnieć też, że żel nie zawiera w składzie SLS - przez co nie niszczy nam bariery lipidowej. Jest wydajny, starcza na około 2 miesiące codziennego użytkowania. Za taką cenę, tak dobry produkt? Szczerze mówiąc, w życiu bym się nie spodziewała. :) Z racji tego, że lubię testować nowości, na pewno będę kupować inne produkty do oczyszczania, jednak na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę z racji tego, że doskonale zmywa i jest delikatny dla skóry. Jeśli jeszcze nie miałyście tego produktu, biegnijcie do Biedronki, bo warto :)!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Eveline, korektor 2w1, kryjąco-rozświetlający.

3 komentarze:
Hej, cześć! :)
Ostatnio, gdy pisałam post o moich zakupach, i zobaczylam, że dodaję tam produkt który mam po raz drugi pomyslalam - "skoro drugi raz sięgam po to samo, czas coś o tym napisać" :) Jedyną rzeczą, jaką kupiłam na promocji w Rossmanie, był korektor kryjąco-rozświetlający z Eveline i to właśnie o nim będzie dzisiejszy post. 


Opis producenta:

Opakowanie:
Taka forma opakowania najbardziej mi odpowiada. "Blyszczykowe" z aplikatorem, dzięki któremu nie musimy maziać w produkcie palcami, jak np. w korektorach w słoiczku. Jednak jak widać, wszystko z opakowania się ściera, i gdybym nie pamiętała co to za produkt, nie znalazłabym żadnych informacji.

Konystencja:
Nie jest do końca taka "masełkowata", łatwo rozcierająca się, jakbym chciała. Trzeba chwile go rozpracować, później ładnie wtapia się w skórę.

Cena:
Ok. 10-15zł.

Dostępność:
Drogerie internetowe, większość drogerii stacjonarnych.

Moja opinia:
Moja skóra pod oczami jest dość wymagająca, bardzo łatwo można ją przesuszyć. Oprócz tego - jestem posiadaczką niemałych cieni. Gdy używam korektorow mocno kryjących, nie wygląda to dobrze. Skóra się przesusza, wygląda na starą, zmęczoną. Dlatego poszukiwałam produktu, który coś tam zakryje, ale jednak nie obciąży tych okolic. I znalazłam! Korektor z Eveline sprawdza mi się bardzo dobrze. Używam go tylko i wyłącznie pod oczy. Chwilę trzeba go rozpracować, żeby ładnie się wtopił w skórę. Krycie mogę określić jako średnie. Nie jest wszystko idealnie przykryte, jednak widać sporą różnicę gdy nałożę korektor, a gdy tego nie zrobię. Kolor  też nie jest najgorszy, powiedziałabym, że jest w neutralnych tonach. Mógłby być bardziej żółty, ale nie narzekam, bo miałam kilka korektorów, które były całkowicie różowe.. Trzeba pamiętać o tym, by po aplikacji korektora, przypudrować go - bo inaczej zacznie zbierać się w zmarszczkach. Produkt trzyma mi się na twarzy ładne kilka godzin. Nie ciastkuje się, nie zbiera i przede wszystkim - nie przesusza mojej skóry pod oczami! :) Dodatkowo - jest to korektor nie tylko kryjący, ale tez rozświetlający. Dlatego nie nakładam go centralnie pod oczy, ale też sporo niżej, robię "trójkąt". Od razu spojrzenie wydaje się bardzie pobudzone, cienie nie rzucają się w oczy. Za taką cenę? Jestem mile zaskoczona. Póki co - jest to mój ulubiony korektor pod oczy i nie mam zamiaru tego zmieniać.  Jednak muszę zaznaczyć - jeśli ktoś szuka produktu, który wszystko zakryje,może nie być do konca zadowolony. Ja wolę, nie mieć wszystkiego przykrytego i nie przemęczać skóry ciężkimi korektorami. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Zakupy kosmetyczne, październik i listopad 2015.

9 komentarzy:
Ustaliłam sobie, że w październiku ograniczę kupowanie kosmetyków i takim oto sposobem kupiłam chyba 3 rzeczy. :) Dlatego też, nie było sensu robić na ten temat notki, bo nie byłoby o czym pisać. Zdecydowałam, że zakupy październikowe i listopadowe połącze w jeden post i oto jestem! Na początku zaznaczę, że tylko jedną rzecz kupiłam podczas promocji -49% w Rossmanie. Po prostu tylko tyle potrzebowałam, a nie uznaję kupowania kosmetyków "na zapas" :) To tyle słowem wstępu, teraz zobaczcie co udało mi się upolować w ostatnim czasie.

1. Ziaja med, kuracja antybakteryjna, żel myjący. - 9,90zł, apteka osiedlowa.
Cuudo! Naprawdę świetny produkt, uwielbiam go, pisałam o nim notkę już. 

2. Ziaja, krem pod oczy, witamina E. - 4,99zł, apteka osiedlowa.

3. Ziaja, tonik bio aloes. - 6,50zł, apteka osiedlowa.
Niezbyt go lubię, bo przez chwilę zostawia jakby mokrą twarz. Muszę moment oodczekać, zanim nałożę krem.

4. Sylveco, lekki krem nagietkowy - 28,90zł, apteka osiedlowa.
Mam wrażenie, że nawilżenie jakie daje jest zbyt małe.. Ale muszę jeszcze potestować.


5. Alterra, pomadka ochronna do ust z rumiankiem bio - 4,99zł, Rossmann.
Było tyle zachwytów o jej działaniu na brwi i rzęsy, ale na usta to ona chyba wcale nie działa..

6. Fitomed, mój krem 11, do cery mieszanej i tłustej z rozszerzonymi porami - 25,00zł, Allegro.

7. Etja, olejek jałowcowy - 6,20zł, Allegro.

8. BeBeauty, nawilżający żel micelarny - 4,99zł, Biedronka.Lubię go, co jakiś czas do niego wracam. Jest delikatny dla twarzy i dobrze zmywa makijaż.

9. Nivea, odżywka regenerująca Intense Repair - 6,99zł, Rossmann.

10. Eveline, korektor 2w1 kryjąco-rozświetlający - 6,99zł, Rossmann.
To moje drugie opakowanie. Może nie zakrywa mi całkowicie cieni, ale przynajmniej nie przesusza okolic pod oczami.

Oprócz tego, ostatnio mam manię na maseczki i non stop kupuję jakieś saszetkowe z drogerii, więc przez te 2 miesiące na bank sporo ich kupiłam :D Skupiam się głównie na oczyszczających i myślę czy niedługo nie napisać notki o moich ulubionych. :) 

Takie popełniłam zakupy przez ostatnie 2 miesiące. Szczerze? Myślałam, że jest tego więcej, ale z drugiej strony cieszę się, że jest tego tak mało, przynajmniej portfel nie płacze. :) Jak zawsze - tam gdzie wyrobiłam sobie jako takie zdanie, napisałam kilka słów, inne - zostawiłam bez komentarza.

Jutro dzień darmowej dostawy - kupujecie coś? Ja pewnie coś zamówię ale szaleć nie będę. :)

czwartek, 26 listopada 2015

No 36, peeling do stóp gruboziarnisty, naturalny pumeks.

7 komentarzy:
Jakiś czas temu stwierdziłam, że mogłabym bardziej zaopiekować się o swoje stopy i przyłożyć się do ich pielęgnacji. Gdy byłam w Rossmannie, rozpoczęłam szukanie peelingu. Nie był to zbyt duży Rossmann, więc wybór też nie był największy.. Po przejrzeniu większości produktów skusiłam się na nowość, jaką był peeling gruboziarnisty z firmy No 36.


Opis producenta & Skład:

Zapach:
Szczerze mówiąc mnie odpycha, chociaż nie jest jakoś straszliwie zły. Nigdy nie otwieram kosmetyków w drogerii, jednak gdybym wiedziała, że peeling ma taki "zapach" raczej bym się nie skusiła.

Opakowanie:
Miękka tubka z niewielkim otworem, dzięki czemu możemy nabrać produktu tyle, ile potrzebujemy.

Konsystencja:
Dość gęsta z.. jak dla mnie, zbyt małą ilością drobinek.

Cena:
Kilka zł, nie jest to produkt drogi, na szczęście.. :)

Dostępność:
Rossmann na pewno, bo jak już wyżej wspomniałam, właśnie tam go kupiłam.

Moja opinia:
Od peelingu do stóp oczekuję tego, by był na pewno - gruboziarnisty. Skóra na piętach jest twarda i gruba, więc potrzebuje porządnego złuszczania. Nigdy nie będzie to takie samo złuszczanie jak pilnikiem elektrycznym, ale zawsze coś.. :) Peelingu używałam podczas wieczornej kąpieli. Najpierw peelingowałam całe ciało innym peelingiem, a na końcu stopy produktem z No 36. Jakie było moje zaskoczenie.. Gdy drobinki były łagodniejsze, niż w peelingu do ciała. Od razu pomyślałam, że chyba się nie polubimy.. Dodatkowo ten zapach, który bardzo gryzie się z moim nosem. No cóż, wypeelingowałam stopy tym "cudem" i jaki był tego efekt? Stopy były lekko, naprawdę bardzo minimalnie wygładzone. "Naturalny pumeks" - śmiem wątpić.. Produkt daje bardzo słaby efekt. Ma zbyt mało drobinek, więcej gładkiej czystej mazi. Szczerze mówiąc, wolałabym już nic nie robić ze stopami, niż maziać je peelingiem, który tak brzydko pachnie i daje tak nikły efekt. Poszukiwałam gruboziarnistego peelingu. Ten jak sama nazwa wskazuje niby jest gruboziarnisty, ale ściera tyle, co nic. Dobrze, że cena jest niewielka, więc nie będe rozpaczać nad pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Myślę, ze gdybym przy zakupie wpadła do większego Rossmanna i miałabym lepszy wybór, to ten produkt nie znalazłby się u mnie. Jednak z braku laku potrzebowałam czegoś, wybrałam pierwszy lepszy produkt i o, mam za swoje. Niestety nie jest to produkt wart polecenia, wolę już stopy zwykłym peelingiem do ciała "machnąć" :) Także jeśli zobaczycie ten produkt na półce w drogerii, omijajcie go szerokim łukiem, wybierzcie coś innego i ochrońcie swoje nosy przed tym jakże "pięknym" zapachem :)

środa, 18 listopada 2015

Evree, Magic Rose, upiększający olejek do twarzy i szyi.

5 komentarzy:
Długo zastanawiałam się nad kupnem tego olejku. Czytałam masę samych pozytywnych opinii, oglądałam filmiki na yt - każdy bardzo chwalił ten produkt. Gdy pewnego dnia weszłam do Rossmanna i zobaczyłam olejek na promocji, za ok. 20zł, pomyślałam, że jest to czas by w końcu się na niego skusić. Mowa tu o olejku różanym firmy Evree


Opis producenta:

Skład:

Zapach:
Ja za zapachem różanym nie przepadam, a tak właśnie ten olejek pachnie. Na dodatek jest to zapach dość intensywny. Zależy od gustu,jednak mi średnio się on podoba.

Opakowanie:
Szklana buteleczka, z aplikatorem w postaci pipety. Nie wiem czemu, ale podoba mi się taki wygląd :D


Cena:
29,99zł w cenie regularnej.

Dostępność:
Rossmann, widziałam nawet ten produkt w małej osiedlowej drogerii, więc nie ma problemu z dostępnością.

Moja opinia:
I tutaj zaczynają się schody.. Po tak licznych zachwytach, jakie przeczytalam w internecie, także liczyłam na efekt "wow". Producent przedstawia nam kilka propozycji na to, jak używać tego olejku. Moje pierwsze użycie polegało na tym, że po zmyciu makijażu i tonizacji buzi dodałam kilka kropel do kremu na noc. Co się stało rano? Wysyp.. No cóż, pomyślałam, że może olejek nie lubi się z moim kremem. Dałam skórze wrócić do normalności i kolejny raz użyłam olejku, tym razem solo. Efekt? Taki sam jak poprzednio. Produkt miał kilka ładnych szans, jednak stwierdzam, że po prostu zapycha moje pory. Było to wielkie rozczarowanie, bo sam producent zapewnia, że produkt tego nie robi. Zdecydowałam więc, że będę zmywać nim makijaz, żeby produkt nie stał bezczynnie. Racja - olejek zmywa makijaż oczu, jednak nie jest to jakoś rewelacyjnie szybko, zmywa tak samo jak płyn micelarny. Jednak, tutaj kolejne ale.. Gdy przecierałam wacikiem całą twarz, a nie oczy.. Czułam takie jakby rozgrzewanie buzi i pieczenie? Ciężko mi to określić, ale kiedy nakładałam produkt solo na twarz, tego uczucia. Może jest to efekt tego, że olejek nie lubi się z moim podkładem? Dlatego też, odpuściłam sobie zmywanie makijażu tym kosmetykiem. Jedyna dobra rzecz, jaką mogę powiedzieć o tym kosmetyku - jest wydajny. Ostatnio też dodałam kilka jego kropel do olejowania włosów. Także używałam go już na wiele sposobów, a zużyłam jakąś 1/4 buteleczki. Szczerze mówiąc nie wiem jak mam podsumować ten olejek.. Tyle zachwytów czytałam, a tak bardzo się rozczarowałam. Po prostu nie kupię go ponownie, nie podpasował on mojej cerze. Myślę, że osoby, które mają skórę z tendencją do zapychania, powinny na niego uważać. 

niedziela, 8 listopada 2015

Ziaja Med, kuracja antybakteryjna, żel myjący. Trądzik, łojotok.

7 komentarzy:
Markę Ziaja znam już długi czas, jednak dopiero stosunkowo odkryłam, że są kosmetyki z serii Med i Pro. :) U mnie w aptece jest cala półka poświęcona Ziaji,a tam tyle produktów, że hoho, nic tylko kupować. Jednak bałam się trochę brać wszystkiego na raz, gdy pierwszy raz, skusiłam się więc na Ziaję Med kurację antybakteryjną, żel myjący. Czy produkt zachęcił mnie do kupna innych kosmetyków z tej serii? Hmm.. :)


Opis producenta:

Skład:
Nie ma SLS, więc mega +! Jest całkiem okej. :)

Zapach:
Jest dość "apteczny"  i szczerze mówiąc srednio przypadl mi do gustu na początku. Jednak już się do niego przyzwyczaiłam i mi nie przeszkadza.

Opakowanie:
Buteleczka o pojemności 200ml. Zawiera pompkę, którą się zamyka. Zauważyłam, że takie produkty rzadziej mi się psują.

Cena:
Granice 10zł, ja zapłaciłam dokładnie 9,90zł.

Dostępność:
Apteki, w drogerii nie można dostać produktow z serii Ziaja Med.

Moja opinia:
Żelu używam do wieczornego oczyszczania twarzy. Najpierw płyn micelarny, potem ten żel, na końcu tonik. Do umycia całej buzi wystarcza jedna pomka produktu. Najpierw rozmasowuję produkt lekko w dłoniach, żeby lepiej się pienił i nakładam na twarz i szyję. Produkt może nie pieni się fantastycznie, ale mała pianka powstaje, a to mi wystarcza. Twarz masuję i myję okolo 2 minuty. Staram się, żeby cała buzia była dokładnie oczyszczona. I faktycznie, po zmyciu żelu twarz jest dobrze oczyszczona, a przy tym nie wysuszona. Produkt dobrze domywa resztki makijażu. Nie piecze mnie w oczy, czy też w małe ranki na buzi. Mam nawet wrażenie, że niedoskonałości odrobinę szybciej się goją. (Ciekawi mnie, jakby cala seria pod tym względem podziałała..) Skóra jest dobrze przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, wydaje mi się, że nawet bardziej gładka. Nie mam uczucia ściągnięcia ,jednak ja zaraz po umyciu stosuję tonik. Szczerze mówiąc,jestem bardzo mile zaskoczona tym żelem. Cena nie jest zawyżona, skład mi odpowiada, dzialanie też super. Już nigdy nie wrócę do produktów do mycia twarzy z SLS. Moim zdaniem lepiej sięgnąć po ten produkt, niż po slynną Ziaję Liście Manuka, która mi osobiście strasznie przesuszyła twarz.. :)

poniedziałek, 2 listopada 2015

Charakterystyka podstawowych rodzai cer.

5 komentarzy:
Dziś przychodzę tutaj z notką, za którą zabierałam się dłuższy czas. Sama nie byłam pewna, czy ją pisać, czy będzie ona komuś potrzebna, przydatna. Jednak, chyba każda blogerka ma tak (jeśli się mylę, poprawcie mnie), że jeśli jakiś temat chodzi po głowie, to w końcu i tak o tym zaczyna o tym pisać. Dzisiejszy wpis będzie o podstawowych rodzajach cer. Nie chciałam pisać o wszystkich, bo jak wiadomo - rodzai cer jest mnóstwo. Jednak, może zdarzyć się tak, że "pociagnę" część tego wpisu dalej i za jakis czas napiszę notkę o innych skórach. Nie przedlużając już dłużej - zaczynam się za pisanie konkretów, zapraszam do czytania. :)





Cera posiada kolor różowy. Jest gładka, jędrna, napięta, dobrze odżywiona. Nie posiada plam barwnikowych, czy zaskórników. Nie widoczne są na niej naczynia krwionośne. Skóra nie łuszczy się. Dobrze reaguje na czynniki zewnętrzne. Cera ta występuje u dzieci do okresu pokwitania.


Posiada kolor różowo - żółtawy. Jest cienka, wrażliwa, delikatna, mało elastyczna. Mogą występować przebarwienia, sieci porosrzerzanych naczyń krwionośnych. Skóra jest skłonna do łuszczenia się. Często reaguje zaczerwienieniem, pieczeniem i swędzeniem na źle dobrane kosmetyki, czy warunki atmosferyczne. Niedobór tłuszczu powoduje odwodnienie skóry oraz zanikanie płaszcza lipidowego. Jest skórą szybko starzejącą się, początki ok. 20 roku życia. 

Sposób pielęgnacji powinien prowadzić do nawilżenia i zatrzymania wody w naskórku, ochrony przed promieniami UV, oraz złuszczania naskorka.

Polecane składniki aktywne w kosmetykach:
* kwas hialuronowy - zatrzymuje wodę w naskorku, doskonale wnika w załamania naskorka, pęcznieje, napina skórę, wypycha zmarszczki
* witamina E - chamuje proces starzenia skóry, poprawia kondycję i elastyczność, zwalcza wolne rodniki, nawilża, wygładza, zmiękcza naskórek, zmniejsza szkodliwe działania promieni UV
* witamina C - wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt, chroni przed promieniami UV, poprawia krążenie
* witamina A - stymuluje odnowę komórek naskórka, poprawia elastyczność, zapobiega powstawaniu zmarszczek i spłyca już istniejące
* aloes - łagodzi, przyśpiesza gojenie, nawilża
* alantoina i D-panthenol - łagodzą, przyśpieszają gojenie, chłodzą, szybko regenerują, koją, nadają miękkość
* proteiny jedwabiu - tworzą płaszcz lipidowy, zatrzymują woodę, chronią przed czynnikami zewnętrznymi, nadają skórze miękkość, jedwabistość, utrzymują sprężystość skóry
* kolagen morski - spowalnia proces starzenia, intensywnie nawilża, napina, poprawia kondycję skóry
* masło shea - zawiera tłuszcze, wit. A i E, nawilża zmiękcza.

Kolor ziemisty, szarożółty. Jest dość gruba, słabo ukrwiona, błyszcząca. Widoczne są na niej ujśca gruczołów łojowych w postaci rozszerzonych porów skóry. Pojawiają się zaskórniki otwarte i zamknięte. Nadmierna ilość wydzielanego łoju spowodowana jest zaburzeniami gruczołów łojowych. Często towarzyszy trądzik pospolity. 

Proces pielęgnacji cery tłustej powinien dązyć do zmniejszenia wydzielanego łoju, zmniejszenia grubości naskórka, poprawienia ukrwienia i krązenia.

Polecane składniki aktywne w kosmetykach:
* glinki - oczyszczają pory skóry, zmniejszają wydzielanie łoju, ściągają pory, odżywiają, wygładzają
* cynk - oczyszcza, redukuje nadmierne wydzielanie łoju, zapobiega infekcjom, łagodzi podrażnienia i stany zapalne
* garbniki - działają przeciwbakteryjnie i przeciwwysiękowo, obkurczają naczynia krwionośne, hamują drobne krwawienia, działają przeciwzapalnie, tonizująca, odtruwająco, pobudzają proces odnowy komórkowej
* witamina C i A
* wyciągi ziołowe - działają przeciwzapalnie, antybakteryjnie, dezynfekująco, odświeżająco, oczyszczają i ściągają pory skóry.

Ma cechy dwóch cer - suchej i tłustej. Można wydzielić w niej dwie części, 90% przypadków - strefa T tłusta, policzki suche aż do skroni, 10% - odwrotnie, strefa T sucha, policzki tłuste. Cera powstaje poprzez zaburzenie płaszcza lipidowego.

Proces pielęgnacji jest bardzo trudny. Cerę trzeba traktować jak cerę tłustą i suchą, i inaczej dbać o dwie jej części. Proces pielęgnacji powinien dążyć także do poprawy mikrokrążenia w skórze.

Polecane składniki aktywne w kosmetykach takie same jak w przypadku cery tłustej i suchej. Na częśc tłustą składniki takie jak glinki czy cynk, na część suchą kwas hialuronowy, czy aloes. Oczywiście, nie będzie błędu jeśli maseczkę z glinki nałożymy na całą twarz. Tutaj jest dowolność, zresztą, jak w przypadku każdej cery, jednak nie można skupiać się tylko na zmniejszeniu wydzielanej ilości serum, bo część sucha na pewno na tym ucierpi.


Tak by to wyglądało z mojej strony. Oczywiście jest to taka podstawowa teoria i wskazówka, jak z danym typem cery postępować. Nikt was nie zabije, jak nie będziecie tego przestrzegać, ale myślę, że niektóre spostrzeżenia mogą byc przydatne. :)

środa, 28 października 2015

Revlon, Podkład Nearly Naked.

7 komentarzy:
Ciągle poszukuję podkładu, ktory nie będzie ciężki, nie będzie wysuszał, będzie coś tam krył, a jednocześnie - będzie miał żółty odcień. Strasznie ciężko jest mi znaleźć produkt, który będzie dopasowany kolorem do mnie. Czy powyższe wymagania spełnił podkład Revlon Nearly Naked w odcieniu 130 Shell? Zapraszam do czytania. :)


Opis producenta (www.douglas.pl):
Podkład ma krycie lekkie do średniego, z możliwością budowania go przez kolejne warstwy. Pięknie stapia się z cerą dając bardzo naturalne wykończenie - niczym druga skóra. Rekomendowany dla osób z cerą suchą, normalną lub mieszaną. Zalety: - idealnie stapia się ze skórą i dopasowuje do kolorytu cery, - kryje niedoskonałości, - wyrównuje koloryt, - nie powoduje błyszczenia, - delikatnie (bezdrobinkowo) rozświetla dodając skórze wewnętrznego blasku, - nie robi plam ani efektu maski, daje efekt drugiej skóry, - chroni skórę wysoki filtrem SPF 20.

Opakowanie:
Szklana buteleczka, która niestety nie posiada pompki. Jest to bardzo upierdliwe, bo przez tak wielki otwór zawsze wylewam zbyt dużą ilość produktu.

Konsystencja:
Płynna, ale nie bardzo rzadka, czy lejąca się.


Cena:
Stacjonarnie ok. 50zł, jednak w sklepach internetowych można znaleźć go sporo taniej.

Dostępność:
Drogerie stacjonarne i internetowe.

Moja opinia:
Ja mam skórę mieszaną, ktora w strefie T się przetłuszcza, a na policzkach widnieją suche skórki. Podkład zawsze nakładalam na jakąś bazę, obojętnie czy był to sam krem, czy krem i typowa baza pod makijaż, zawsze coś musiało być. Pierwsze co mi się nie spodobało - to kolor. Niestety nie jest on odpowiedni dla mojej cery, jest zbyt mało żółty, przez co, niestety odcina się. Gdy nakładałam ten produkt to na początku był taki jakby lekki i nawilżający,jednak po chwili stawał się tępy i jakby lekko zastygał. Bardzo mi się to nie podoba, bo przez to podkreśla suche skórki. Jeśli chodzi o krycie, jest ono bardzo słabe. Nie jest w stanie przykryć przebarwień, ani niedoskonałości. Nawet przy 2 warstwach krycie jest nadal słabe. Nie jest to także produkt trwały, bo po 5h już prawie nie ma produktu na mojej przetłuszczającej się strefie T. Po tym czasie są też jeszcze bardziej uwidocznione i podkreślone suche skórki, mam wrażenie, że podkład przesusza moje suche miejsca. Plusem w tym produkcie jest jedynie to, że nie powodował wyprysków. Jeśli używam tego podkładu, to dodaje do niego odrobinę kremu CC, przez co produkt robi się mniej wysuszający i przyjemniejszy w nakładaniu. Długo zabierałam się do tego kupna tego produktu, jednak nie przypadł mi do gustu, i na pewno do niego nie wrócę. Nie wiem komu mogę go polecić, bo przy suchej skórze podkreśli suche skórki, skóra z niedoskonałościami też nie będzie zadowolona, bo nic nie będzie przykryte. Może jedynie cery normalne, które nie mają problemów z cerą, mogą pokusić się na ten produkt. Moim zdaniem jednak, nie jest wart swojej ceny, ja się z nim tylko męczę.